Wstęp

Zastanawiałem się jaką formę pisania przyjąć. Teksty napisane w sposób subiektywny lub obiektywny ma swoją własne zalety ale zależą głównie od preferencji czytelnika oraz charakteru tekstu. Postanowiłem wyważyć wszystko, tak aby czasem nadać charakter subiektywny i pozwolić Ci na głębsze wczucie się w moje emocje a czasem obiektywny, tak żebyś mógł/a po prostu skupić się na faktach, obserwacjach i stworzyć sobie bardziej wyważony obraz wydarzeń o których będę pisał. Czasami będę zmuszony przytaczać naukowe wywody. Także miejscami będzie się to czytało jak tekst edukacyjny. I poniekąd tak ma być! Chciałbym o tych tematach opowiedzieć z każdej strony. Aha, z racji że postanowiłem, żeby to co robię było “na wesoło” nie unikniecie masy potocyzmów, żartów i przede wszystkim dystansu – ale z poważnych rzeczy nie będę się naigrywał. Postaram się też pisać prostym językiem z przypisami kiedy będzie trzeba, jak będą pojawiały się ale nie branżowe, muzyczne czy Dj-skie nazwy. 

Pierwszym przykładem jest sam tytuł. “Będziem” wydaje się być potocyzmem, bo na próżno szukać tego słowa w słowniku języka polskiego, a jednak występuje choćby w tekście polskiego hymnu. 

Kiedy określałem o czym będę pisał – chciałem sprawdzić, tj. policzyć ile razy dane słowo się pojawiło, np. dj, muzyka itp. Ale z racji że jest to wstęp a “reszta” wciąż powstaje – muszę założyć, że po prostu będzie to dłuższy tekst o kolekcjonowaniu płyt winylowych, muzyce klubowej, sztuce dj’ingu i wszystkim tym co jest z nim związane na przestrzeni zmieniających się czasów. 

Jak to się stało, że czterdziestolatek zabrał się do pisania. Historia jest dość prosta. Jestem zapalonym fanem NBA i regularnie śledzę pewien portal/blog związany z koszykówką. Pewnego dnia, po ponad 10 latach stałego zaglądania na tę stronę, zauważyłem, że autor postanowił napisać książkę. Rówieśnik. Dlatego mnie to zainteresowało i bez wahania postanowiłem ją zakupić. Myślałem sobie, że nadchodzą wakacje, będę miał wreszcie czas na czytanie, o ile moja córka mi pozwoli, oczywiście. Był to piękny wiosenny dzień. Od samego rana planowałem, że spędzę go z koszykówką. Później Facebook przypomniał mi, że rok wcześniej, w ten sam dzień, inaugurujemy z córką sezon na koszykówkę na powietrzu. Postanowiłem więc, że po meczu odwiedzimy plac zabaw w pobliżu mojej mamy, a po drodze odbiorę zakupioną wcześniej książkę „I Love This Game” z paczkomatu. Kiedy wreszcie otworzyłem tę książkę na ławce przy placu zabaw, właśnie zbliżała się moja mama. Po jej minie od razu wiedziałem, że schowała jakieś smakołyki dla mojej córki. Zapytała: „Co masz?”. Ja przeglądając kolejne strony odpowiedziałem: „Też mógłbym taką napisać!”. Mama uśmiechnęła się i rzuciła: „To lepiej zacznij pisać teraz, bo potem zapomnisz”. To zdanie pobudziło moją wyobraźnię. Zacząłem rozmyślać. Co się stanie, jeśli naprawdę tego nie zrobię? Chciałem się zmotywować i szukałem argumentów. Przez myśl przeszło mi, że może to jest dobry motor, żeby znów nie wpaść w depresyjne historie? Stwierdziłem, że chyba tak właśnie funkcjonuje mój organizm, że zawsze będzie czegoś nowego potrzebował.

W myślach miałem żółtą książkę o historii TECHNO. Byłem nią zawiedziony. Taka wielka cegła, istna antologia jak nie encyklopedia, zapis rozwijającej się sceny – masa pracy żeby coś takiego stworzyć a jednak po przeczytaniu nie mam żadnych emocji. Zabrakło tam pewnego rodzaju podsumowania czy refleksji. Pomyślałem, że fajnie byłoby stworzyć coś “fajnego” dużo przyjemniejszego do czytania i trochę bardziej uniwersalnego. Coś jak przewodnik, ale nie biografia, bliżej rozprawka? Nie tylko zbiór prostych rad w punktach i zerojedynkowe opinie. Takim czymś dla mnie było kiedyś “Techno Party” – kultowy magazyn o nowej kulturze, imprezach, sprzętach, djach, muzyce, producentach i całej tej tajemniczej otoczce. Do dziś na dysku mam skany i zarchiwizowane płyty. W końcu miałem prenumeratę! 

Patrzyłem sobie jak córka lat pięć coraz lepiej radzi sobie jeżdżąc rowerem już bez bocznych kółek i pomyślałem o zajęciach które miałem prowadzić nazajutrz. I mnie olśniło. Jednym z najważniejszych argumentów za rozpoczęciem pisania była współpraca z Projektem New Hope. Po kilku miesiącach działalności utwierdziłem się w przekonaniu, że potrafię w przystępny sposób przekazywać wiedzę na temat DJ-ingu i muzycznego świata. Moja żona stwierdziła nawet:  „ty lubisz w ogóle mentorować”. Okazało się, że dobrze potrafię opowiadać historie z życia, dawać praktyczne przykłady i mówić o muzyce jako o swojej pasji. 

Muzyczne pasje zaczynają się u jednych wcześniej, u innych później. Zawsze imponowały mi zdjęcia “gwiazd” różnej muzyki jak “za dzieciaka” już mieli ATARI, czy jakieś syntezatory i już coś komponowali. Ja za młodu zwróciłem uwagę na płytę winylową. Wydawało mi się to już wtedy, w latach 90 tych dość “oldschoolowe” żeby słuchać muzykę z płyt, bo królowały kasety magnetofonowe i zaczynały wchodzić na rynek jako nośniki muzyki płyty CD. Uwagę zwróciłem dzięki programowi “KWANT” z muzyką w czołówce programu Jean Michela Jarre – Oquinox 5 – o którym też będę pisał dalej. W każdym razie w którymś z odcinków prowadzący mówił o sondach Voyager 1 i 2, które w sierpniu 1977 roku zostały wystrzelone w przestrzeń kosmiczną przez NASA, by rozpocząć niesamowitą podróż przez nasz Układ Słoneczny i dalej w nieznane. W ramach tych misji naukowcy postanowili dołączyć do sond pewnego rodzaju przekaz do hipotetycznych inteligentnych cywilizacji pozaziemskich. Coś, co miałoby potencjał, by przetrwać przez miliardy lat i dotrzeć do gwiazd i planet w odległych częściach kosmosu. Rozwiązaniem okazały się być… płyty winylowe. W rzeczywistości nie były to zwykłe płyty winylowe, takie jakie znaliśmy z gramofonów na Ziemi. Zamiast tego, naukowcy stworzyli specjalne dyski złożone z miedzianej warstwy z nagraniami dźwiękowymi i wizualnymi. Na tych dyskach znajdowała się bogata kolekcja dźwięków i obrazów, mająca przekazać potencjalnym obcym cywilizacjom wyobrażenie o naszym życiu i kulturze na Ziemi. Mimo, że to analogowe informacje to dość futurystycznie to brzmiało i bardzo ciekawie. W kosmos poleciała np. muzyka Ludwiga van Beethovena i ogólnie muzykę z różnych regionów świata. Ponadto nagrano pozdrowienia w 55 językach, w tym pozdrowienie od prezydenta Stanów Zjednoczonych Jimmy’ego Cartera. Człowiek musiał w kongresie zatwierdzić wielomilionowy wydatek – to choć tyle dla niego zrobili. To jak odtworzyć taką płytę pokazywał rysunek. Ale każdy kto słyszał o tym będzie tylko kojarzył obraz płytki która przedstawia nagą kobietę i mężczyznę oraz umiejscowienie naszej planety w układzie słonecznym. Płyty winylowe na sondach Voyager to nie tylko eksperyment w przekazywaniu informacji o naszej planecie i cywilizacji, ale także symbol ludzkiej ciekawości i pragnienia eksploracji kosmosu. Choć szanse, że kiedykolwiek zostaną one odkryte przez obcych, są niewielkie, to jednak pozostają one inspirującym świadectwem naszej dążności do odkrywania i zrozumienia wszechświata. Wtedy czułem się bardzo podobnie. Chciałem eksplorować świat muzyczny. Dla mnie był on jak KOSMOS. Złapałem bakcyla i od tamtego czasu zacząłem zwracać uwagę na wszystko co było związane z płytami winylowymi.