Niedawno miałem urodziny. Takie raczej ważne, wyczekiwane. Wszyscy pytali mnie: “jak się obudziłeś to strzykało w kręgosłupie?“ Zmiana kodu na cyferkę z przodu. Postanowiłem zrobić imrezę z muzyką która kocham i od ponad 25 lat wciąż eksploruję. Zaprosiłem gości, znajomych, przyjaciół itd. Chciałem żeby było fajnie, klubowo, rodzinnie. Niecierpliwie oczekiwałem na gości. Najważniejsza była dla mnie frekwencja. Nie lubię oczekiwać na prezenty ale jakoś podskórnie czułem że część zechce się pofatygować i sprezentować mi płyty winylowe. I tak się stało. Nie myślałem o jakiś konkretnych albumach czy nawet rodzajach! Ale nie spodziewałem się że dostanę te albumy o których nie wiem nic albo bardzo mało. Na prawdę nie mogę się nadziwić, że wśród tych płyt trafiły się dwa wydania KRAFTWERK! Jakby na przekór moim upodobaniom a bardziej historii poznania muzyki. I właśnie dlatego postanowiłem napisać ten tekst.
Od lat mam na półce w kolekcji CD album Tour de France – KRAFTWERK.
I wiecie co? Nigdy go nie włączyłem. Po prostu go mam. Dostałem go od kolegi również dj-a – razem z setką innych albumów i singli. Może dlatego zawsze znajdowałem prawie setkę innych powodów żeby go nie włączyć? I teraz żałuję.
Jak ma się kilkaset czy nawet tysięcy płyt i ciągle goni za następnymi, to ciężko zwrócić uwagę na tą właśnie. Ale idziemy dalej. Kraftwerka traktowałem jak niemiecki odpowiednik Marka Bilińskiego 🙂 albo kogoś kto rywalizuje z mianem ojca chrzestnego muzyki elektronicznej! A przecież za takiego uważałem Jean Michel Jarre’a (JMJ)! Serio! Od 1993 roku byłem fanem. Podczas jakiejś typowej wyprawy z tatą na rynek (w tamtych czasach kupowało się tam od dżinsów stojąc na kartonie po kopie kaset i cd) kupił mi koncert z Chin JMJ. Mam tą kasetę do dzisiaj. Mało tego – mam ją nawet na winylu i to francuskie wydanie! Wracając do Niemców. Oni zawsze jakoś rywalizowali. A to w piłkę, a to w muzykę elektroniczną. Tak się dziś z tego śmieję. A prawda jest taka że Niemców z racji, nie wiem uprzedzeń? zostawiłem na drugim torze zgłębiając, żeby nie powiedzieć studiując płyty JMJ. Z perspektywy DJ-a, czy nawet redaktora muzycznego radiowego, kogoś kto chce wytłumaczyć tego JMJ’a, porównać do innych którzy np. są dawcami niezliczonej masy sampli używanych do produkowania nowej muzyki… no facet jawnie przegrywa – tak sobie pomyślałem? I żeby tylko nie wypaść na gołosłownego natychmiast wszcząłem śledztwo i jest ciekawostka! Z sampli wyżej wymienionego mistrza skorzystał sam Liroy! Posłuchajcie najpierw kultowego Ethnicolor z 1984 roku (od 5ej minuty)
i zaraz potem Liroya z 1997 roku singiel Daleko Zaszło.
Z innych ciekawych inspiracji znalazłem też Royksopp – A higher place z 2001 roku z tej samej płyty z resztą kultowej. Szok! No i przepiękny September z mojego ulubionego albumu Revolution!
Sporo wykonawców ukradło ten motyw ale najbardziej utkwił mi klip Timber – COLDCUT and Hexstatic.
Pamiętam w latach dziewięćdziesiątych, że tą melodię usłyszałem nawet w jakiejś kolumbijskiej telenoweli!W nowszych produkcjach JMJ ma też swój udział. Taki Kendrick Lamar
zapożyczył sobie nuty z wspomnianej wcześniej kultowej płyty koncertu z Chin.
Pod koniec lat 90-tych leżałem w szpitalu i oczekiwałem na zabieg chirurgiczny. Kuzyn przyniósł mi kasetę KOTO (włoski zespół) i już wtedy usłyszałem że oni sami nie wymyślili tej melodii czy brzmienia a raczej zapożyczyli z kultowego Equinox 5 JMJ!
Ale wracając do KRAFTWERKA. Dostałem od kolegów (uczestników warsztatów dj-skich) album Trance Europe Express z 1977 roku ale remaster z 2009
w którym na side B jest kawałek tytułowy! Nic nie mówili że to prezent. Po prostu położyli igłę i poleciała… Zapytałem co to? No bo przecież oczekiwałem że zaczną grać, przygotowywać set czy robić po prostu rutynę przy warsztatach dj-skich i jakoś wydawało mi się że “wciąga taśmę” że odpalili płytę ale powinno być nie 33 obroty a 45! 🙂 A oni “to prezent na urodziny dla Ciebie”! Włączyłem od razu tryb słuchania ale 100x bardziej uważnie. I wtem jakby wyostrzyły mi się wszystkie zmysły. WOW pierwsza myśl! Nie znam, nie mam! W pierwszej minucie wchodzi tzw. “plama” która patrząc na okładkę mówi nam o tym że to po prostu efekt Dopplera! – przejeżdżającego expressu! Wszystko się zgadza. 30 sekund później zjeżyły się włosy – znaczy resztki. Normalnie “rosły mi na nogach, potem ramiona nienaturalnie się wygięły i na końcu czułem że broda mi rośnie! i patrzyłem na Huberta stojącego naprzeciw, który też zaciekawił się prezentem i w oczach mieliśmy „ej! ty też to czujesz?” Srogie doznanie i powiedziałem sobie że muszę o tym napisać żeby nie uciekło. Poleciały uściski dłoni, szczere podziękowania a w głowie pojawiło się pytanie. Dlaczego tak zbagatelizowałem ich twórczość? Jak zacznę ich słuchać, co mogę jeszcze odkryć? Drugie naturalnie zamieniło się w cel – trzeba nadrobić. No bo w końcu melodia która wykręciła mój największy organ (skórę:) znam z Afrika Bambaataa – PLANET ROCK,
gdzie mam w kilku remixach na winylach
i nawet niedawno nabyłem oryginał. Tak po prostu żeby mieć. Okazuje się że Pan Afrika (dziś już nie tak bardzo poważany ze względu na sprawy o molestowanie – efekt Me too) kiedyś strasznie szanował dokonania niemieckiego zespołu (nie tylko KRAFTWERK – ale o tym później) do tego stopnia że sobie zapożyczył kultową melodię.
Swoją drogą – jakie to piękne efekty sceniczne, ubiór, charakteryzacja nawiązująca choćby do koncertów Funkadelic! Przez Wikipedię ten utwór uznawany jest za początek hip hop-u rapu itd. A my dziś przecież słyszymy pierwsze elektro!
Słysząc te dźwięki od razu przypominam sobie kiedy pierwszy raz “zobaczyłem je” w postaci tańca boogaloo (cytat z Leppera: taniec na głowie)…Pamiętam pożyczoną kasetę VHS! i film BEZ ODWROTU ( z Van Dame – który był na plakacie ale był antagonistą i przegrał 🙂 zagrał rosyjskiego / sowieckiego / mistrza ach ta 80’s zimna wojna). Temat filmu podobny co KARATE KID, który wszedł do kin i na VHSy rok wcześniej. Jak to w młodzieżowych filmach bywa, pojawiła się scena kiedy chłopaki chodzili na breakdance 🙂 to był pierwszy raz jak zobaczyłem taniec na głowie i już ściśle związał mi się w głowie z taką muzyk…. I tutaj można by nawiązać znów do KRAFTWERKA! Otóż w innym filmie z lat 90tych opowiadającym już stricte o tancerzach breakdance (Breakin) film z 1994 roku… w jednej z scen pojawił się kawałek zgadniecie? KRAFTWERK TOUR DE FRANCE! Czyli ten co sobie leżał u mnie na półce od 2003 roku (wtedy była reedycja z remasteringiem) czyli jakby nie było 21 lat 🙂 Zgadnijcie który to był utwór na płycie? TAK zgadliście – ostatni 🙂
Znów wracając do Kraftwerk… wspomniany wyżej Tour De France
dopiero jak posłuchacie utworu i zobaczycie scenę z filmu gdzie Michael 'Boogaloo Shrimp’ Chambers (prawdziwa postać) wciela się w tancerza o nazwie Turbo.
I wtedy dochodzimy – znanego kultowego WINDOWLICKER APHEXA TWINA.
Zawsze wydawało mi się, że taki pokręcony producent, wizjoner – że wszystko tworzył od podstaw. Że to jego będą samplować czy naśladować. Było jednak inaczej.
Celowo ustawiłem link w momencie kiedy faktycznie zaczyna się utwór. Wcześniej pojawia się scena nieudanego podrywu przez dwóch groteskowych gości, w którym pada 127 przekleństw 🙂 Ogólnie tam jest wszystko w krzywym zwierciadle i klimacie parodii ówczesnych teledysków hip-hopowych. W TV był okrojony rzecz jasna to dlatego że film autorstwa Chrisa Cunninghama – był jakby czymś więcej niż tylko teledyskiem. Ale o tym dalej. Jaki poziom groteski zobaczyliście (albo znacie) mówi sam tytuł, który w slangu oznacza jedynie co osobę upośledzoną albo po prostu transakcję przez okno samochodu.
Zobaczcie jak pięknie nawiązał do tej postaci i muzyki APHEX tańcząc prawie te “nowoczesne w krzywym zwierciadle sexy boogaloo”. Jak dotrwacie do końca to tam powinniście usłyszeć dziwny o wysokich tonacjach dźwięk który okazał się twarzą APHEXA. Jest to widmo muzyka a w zasadzie jego twarzy (która przewija się przez większość teledysków) przepuszczona przez syntezator MetaSynth zmieniający obraz w dźwięk – spektrogram.
Taniec wykonał sam APHEX. Na człowieka już dawno zwróciłem uwagę. W techno party (magazyn muzyczny z lat 90 tych) przeczytałem historię, ze Twin – to brat bo urodził się wcześniej Richard D James – tak samo jak on ale zmarł i pewnego razu po prostu na cmentarzu zobaczył grób brata z takim samym imieniem i nazwiskiem jak on sam. Tak powstała druga część nazwy. Pierwsza jest od nazwy sprzętu komputerowego marki Apex. Pamiętam że od początku był kontrowersyjny. Podobno jeździł czołgiem czy transporterem opancerzonym. Historii jest na pewno sporo. Jak zgłębiałem temat to dowiadywałem się o tym że Madonna chciała od niego remix – a ten zgodził się tylko jak w utworze będzie mógł wykorzystać dźwięki z jej genitaliów. O reżyserze tegoż dzieła też już było głośno. Znany był z klipu Portishead – Only You,
genialnego, mojego ulubionego All is full of love BJORK
i przede wszystkim z „zakazanego” w dziennych emisjach COME TO DADDY.
Pamiętam, że w jakimś horrorze / thrillerze otwór (szkoda że nie pamiętam bo bym wkleił kolejny link 🙂 ten leciał w scenie kiedy trzeba było wejść do domu zabójcy.. i leciał z płyty winylowej!
Sam WINDOWLICKER dorobił się kilku nagród..
Reżyser (Cunningham) i producent (Aphex) jeszcze nie raz zaskoczyli – rzućcie okiem od deski do deski na Rubber Johnny.
Jakim prawem to funkcjonuje dalej w internecie? Nie wiem ale cieszę się bo mogę właśnie teraz do tego wrócić. Pierwszy raz jak to zobaczyłem byłem przerażony. Przerażony wizją chyba, szaleństwem. Ale potem zrozumiałem istotę i zaczął mnie ten klip zwyczajnie bawić jak WINDOWLICKER.
Jeśli o kilku utworach, powiązaniach jestem w stanie tyle czasu Wam zająć (mam nadzieję że natchnąć, zainspirować, zmotywować do poszukiwań) to co dopiero będzie jak przesłucham wszystkie płyty KRAFTWRK? Acha! Wspomniałem, że Afrika Bambaataa inspirował się innymi muzykami – i teraz na myśl przyszła mi kolaboracja jaką zrobił z Westbamem – Agartha.
Dobra, wystarczy na dziś, ale bądźcie czujni – będę pisać.