MAKE ITALO DISCO GREAT AGAIN

Tak naprawdę hasło jest parafrazą “Make America Great Again” użyte dwukrotnie przez ubiegającego się na stanowisko prezydenta USA. Choć pierwszy raz było użyte przez innego prezydenta w kampanii – tego od afery watergate 🙂 … ale przez tego drugiego hasło zostało zastrzeżone prawnie. W każdym razie chodziło o to żeby USA zaczęły znów się bogacić, nie patrzeć na zawieruchę światową i czubkiem swojego nosa patrzeć na wszystkich z góry. Czy tak samo jest z hasłem i ideą odnoszącą się do Italo? Nie, nie udowodniłem postawionej właśnie tezy. Sprawa jest bardziej skomplikowana. Zawsze zastanawiałem się jak to jest że podoba mi się takie “dobre italo” – serio takie właśnie słyszałem określenie – powtórzę “dobre italo” Które to jest dobre a które złe? Jak zacząłem się zastanawiać dlaczego, pomyślałem o tym, że w setach po prostu czasami potrzeba “lekkiej przyjemnej każdemu nuty”… i wtedy pojawił mi się w głowie znak równości z “disco polo”. Tam też każdy utwór ma być przyjazny, prosty, melodyjny i nastawiony na jak najszerszą grupę odbiorców. Nie, zabłądziłem chyba co? Ale żeby się upewnić, spojrzałem w genezy i czy faktycznie nie mają jakiś wspólnych choćby mikro korzeni. 

Co ciekawe seria składanek Make Italo Disco Great Again została wydana przez francuską wytwórnię. Czyli chodzi o kasę? Schedę po kulturze i spuściźnie? Zacznijmy od tego że za hasło jest odpowiedzialny chłop o bardzo włoskim nazwisku – Balboa! I jeszcze bardziej włoskim imieniu – Guido! – normalnie disco ogier! Żeby nie było – człowiek nie mieszkał wtedy we Włoszech tylko po drugiej stronie globu…w Hong Kongu (pozdrowienia dla posła Gadzinowskiego!) 

Tak, żarty powinny być krótkie… ateraz do brzegu. Ów Giudo zabrał się za wyszukiwanie nieznanych i znanych talentów i stworzył kompilację “pełną tandetnej dobroci z utworami gotowymi na parkiety w samą porę na plenery tego lata 2021, po długim roku bez tańca w covidzie”. (przepraszam że taki długi cytat ale przyjacie że świetny). I tutaj mógłbym zakończyć ten artykuł gdyby nie ciekawość, dociekliwość, chęć pokazania być może młodszym kolegom o zwykle chodzi przy okazji wzniosłych haseł. 

Historia tegoż nurtu zaczęła się jak się domyślacie w USA, w latach 70 tych, ale zaczęła ewoluować różnych kierunkach. We Włoszech również. Tam też była silna kultura klubowa. Fundamentami byli lokalni producenci i DJ-, którzy jak ich koledzy z USA czy innych stron świata również zaczęli eksperymentować z nowymi technologiami, wprowadzając do swojej muzyki syntezatory, automaty perkusyjne i inne elektroniczne instrumenty. Tutaj można powiedzieć że teoria ewolucji jest zachowana. Skoro narzędzia pojawiły się te same – w różnych stronach świata powinno to doprowadzić do podobnego rezultatu. 

W tym okresie na scenie zaczęły się pojawiać pierwsze zespoły i artyści, którzy łączyli wpływy amerykańskiego disco, europejskiego popu i nowej fali z lokalną estetyką muzyczną. Początkowo muzyka ta była znana po prostu jako „disco”, ale wkrótce zyskała odrębną tożsamość i została nazwana „Italo disco” – terminem, który po raz pierwszy użyty został przez niemieckich DJ-ów i producentów do opisania tego unikalnego włoskiego brzmienia. Tylko te “unikalne” zostało zrobione na Rolandach TR-808. W skali światowej to było raczej typowe. Skąd zatem brzmienie miało być unikalne? Może chodzi o “tzw. romantyczne teksty”. W USA czy Niemczech czy UK był “bardziej wesołe” a włoskie faktycznie romantyczne, o tęsknocie, miłości i relacjach. Niestety najczęściej śpiewane były po angielsku.. co “widać słychać i czuć”.

Italo disco osiągnęło szczyt swojej popularności na początku lat 80. W tym czasie powstało wiele klasycznych utworów i artystów, którzy stali się ikonami gatunku.

(jak disco polo prawda? – banda kolesi z czego dwóch udaje że gra na gitarach, trzeci udaje na perkusji no i ten czwarty jakoś bardziej wiarygodnie na klawiszach).

tego na prawdę jest sporo – ale dorzucę tylko ten, żeby nawiązać

Nie bagatelizowałbym tego kawałka. Wystarczy na Youtube przełączyć się na filmy w których pasjonaci starych syntezatorów “rozbierają” go na części. To nie było takie hop siup nagrać…

Italo disco szybko zyskało popularność w Niemczech, Hiszpanii, Francji a nawet w Europie Wschodniej, gdzie muzyka ta stała się symbolem nowoczesności i wolności. W tym okresie powstało wiele wytwórni muzycznych specjalizujących się w Italo disco, takich jak Discomagic Records, które stały się głównymi motorami napędowymi tego gatunku.

Mnie ten rodzaj muzyki zawsze wydawał się kiczowaty. Przechodziłem obok prawie każdego hitu i zwróciłem uwagę dopiero na tajemniczą nazwę KOTO. Miałem starszego kuzyna który pożyczał mi swoje kasety. Zwykle były to wynalazki jak na tamte czasy. Od niego dostałem Jean Michel Jarre – Revolution – i to na jakiejś dziwnej taśmie niby srebrnej czy metalowej – ekskluzywnej. Miałem wrażenie, że był moim dealerem w znaczeniu dostawcy muzyki. W podstawówce kiedy z głośników radiowęzła leciały Backstreet Boys czy Britney Spears… ja dzięki niemu miałem w walkmanie The Future Sound Of London albo kultowe Modus Operandi Photka. Z jednej strony wśród rodziny była to persona non grata albo “uważaj na niego”… a z drugiej… no cholera jakby ktoś mi tę drugą pigułkę od Morfeusza podał. Ja wiedziałem że muszę właśnie tę drugą. Ładniejsza była bo krwista, czerwona. Dlatego kiedy trafiłem do szpitala na kilka dni w myśl zasady “chorych nawiedzać” pojawił się też on i podrzucił mi kasetę zespołu KOTO. Pamiętam okładkę. Jeny jakie to było piękne mieć czy dostać nawet w formie użyczenia oryginalną kasetę a nie jakieś tam kopie z bazaru od “ruskich”. Z racji że na oddziale jęczeli, stękali, krzyczeli… słuchałem tej kasety od początku do końca i tak w kółko. Nie traktowałem tej muzyki jako ITALO, choć z niej się wywodziła. Była szybsza, miała klubowe sample i była taka bardziej “keyboardowa”. Taka muzyka drogi. Miałem wrażenie że potrafię zagrać te wszystkie melodie na klawiszach. No i te kultowe intro – po latach dowiedziałem się skąd jest. Piękny głos na efekcie “dealey” – już wtedy wiedziałem że muszę mieć taki sam! Ale to w innym rozdziale opiszę. Mało tego – miłość do dealeyów została do dziś w postaci Deep house – ale to też w innym rozdziale. 

 

Włoska grupa powstała na początku lat 80., a jej utwory aranżował Anfrando Maiola, a produkował Stefano Cundari. Wydawali w Memory Records które istniało od 83 roku. Hitem wytwórni był KEN LASZLO (właściwie to Gianni Coraini

sporo hitów wydał, ale pełną dawkę zostawiam dociekliwym. Jednym z bardziej znamiennych dla nurtu i w ogóle dla europejskiej muzyki rozrywkowej był utwór zespołu Baby’ s Gang założony w 1983 roku przez producenta Alfredo „Larry’ego” Pignagnoli. Zespół składał się z trzynastu nastolatków pod przewodnictwem wokalistki Ivany Spagny. Pignagnoli, Spagna i Otto Bacciocci byli odpowiedzialni za napisanie większości materiału Baby Gang. Charakterystycznym brzmieniem zespołu był taneczny beat na pograniczu Italo-Disco i Electro-Pop. Na czele stał producent Alessandro Zanni. Wydali kilka singli, w tym ich główny hit „Happy Song”. 

 

W 1985 roku niemiecki zespół disco Boney M nagrał cover, dzięki któremu piosenka stała się europejskim hitem. 

 

O sukcesie Boney M napiszę w innym artykule.

Wracając do wytwórni… Mając takie prospekty zostali przejęci przez Niemców (skoro mowa o Boney M) – w 1989 roku ZYX Music (Właściciel ładnie brzmiący jakby agent – Bernard Mikulski) wykupili prawa do katalogu całego Memory Records i w tym prawa do muzyki i nazwiska Koto. Zgarnęli też wspomnianą Discomagic Records. Wiadomo – dla wykonawców była to nie lada gradka – że wchodzą na większy rynek, będą mieli udział od większej ilości sprzedanych płyt… a właśnie – dlaczego to ich interesowało? 

Rzućcie okiem na serial Składanki Erry’ego

zwiastun tutaj:

 

Jak byście myśleli, że kopiowanie kaset czy płyt CD zaczęło się w latach 90 tych na “ruskich bazarach” – to nie. Zaczęło się to dużo wcześniej, właśnie we Włoszech. Ja też kiedyś kopiowałem kasety, czy robiłem kompilacje. Kto z moich rówieśników tego nie robił? Wystarczyło mieć dwukasetowy magnetofon. Ale robiłem to dla dziewczyn, którym chciałem zaimponować i kolegom – żeby słuchali tego samego co ja i żebyśmy mogli wspólnie gadać o tych samych kawałkach. 

Kultowa wytwórnia ZYX była niczym ucieleśnienie wizji i potencjału znanego też w drugiej połowie lat 90-tych Lou Pearlmana (jakby ktoś jeszcze nie kojarzył – chłop wymyślił Backstreet Boys, NSYNC, O-town i wiele wiele wiele wiele innych znanych komercyjnych tworów). Wytwórnia poprosiła holenderskiego producenta Michiela Van Der Kuy o ponowne nagranie i zremiksowanie niektórych starych utworów Koto (Anfrando Maiola ostatecznie odzyskał prawa do nazwy Koto). 

Także już wtedy biznes miał pomysł jak polepszyć oryginał…Dziś patrząc na historię kto kogo wykupił – wszyscy włosi “pomarli” a właścicielem muzyki zostali “nie Włosi”…

Dlatego miłośnicy włoskich brzmień zapragnęli żeby wskrzesić te brzmienia i odrodzić scenę. Czy to się udało? Uważam, że bezpośrednio nie. A o powrocie inspiracji możemy mówić jak o umiarkowanym sukcesie. 

Chętnym polecam pozostałe kawałki z tego albumu “From the Dawn of Time” . 

Niby to nie do końca italo disco a synth coś tam i tak dalej to sami przyznacie że to były mega inspirujące dźwięki. Myślę, że prędzej dziś nazywane szumnie wszystko “italo” ma bliżej brzmienie do tej muzyki niż np. do italo “narodowych hitów włoskich typu: 

Swoją drogę wiecie jaki to jest urok pojechać do Włoch, wsiąść do włoskiego samochodu (wynajmowałem Fiata 500X) odpalić radio byle z brzegu, najlepiej lokalne i usłyszeć w ¾ godziny włoskie lokalne kapele i połowę inspirowanych Italo Disco? Tam do dziś potrafią odpalić takie kawałki:

Toż facet dał sample i pomysł do wielkiego hitu Madison Avenue

W oryginale piękna włoska melorecytacja. Bardziej mi się podoba właśnie coś takiego niż na siłę śpiewać po angielsku. Na naszym podwórku również taka się pojawiła. Kojarzycie podobieństwo? Spójrzcie jeszcze raz na pana z okładki i przypomnijcie sobie mistrza Fronczewskiego! 

Nie bylibyście w połowie tego tekstu gdybym nie porzucił myśli o innych podobnych przykładach…

Wspomniałem wcześniej, że poważnie nie traktowałem tej muzyki. W obliczu brytyjskiej sceny czy niemieckiej wydawała mi się “kiczowata”. Nie tylko mnie. Swojego czasu raz na pół roku trzeba było się wybrać do second-handu, przywdziać ortalionik i pójść na stylizowaną imprezę do Metra na ELEKTRO Italo Punkz. Zapewne wielu moich kolegów organizatorów czy uczestników ma pokaźne archiwa. U siebie na dysku też bym pewnie coś znalazł ale mam pod ręką ten link i go użyję bo nie skończę tego rozdziału. 

https://elektropunkz.wordpress.com/tag/metro/

Mówiąc kiedyś o Italo – miało się na myśli konkretną muzykę. Mówiło się o Disco i też jakby ogólnie ale każdy wiedział o co chodzi. Jak w Białymstoku mówiło się “Kicz” – myślało się właśnie o tych cyklach imprez. 

Dziś za sprawą wygaśnięcia praw autorskich różne labele na nowo podchodzą do brzmień Italo. Pod pozorem wskrzeszenia nurtu zarabia się po prostu pieniądze. Wydaje mi się, że tak będzie z każdą muzyką. W zasadzie już to słychać. Ile słabych cowerów słyszycie w popularnych stacjach radiowych w ciągu godziny? To już lepiej jakby wzięli na warsztat italo hity prawda? Przynajmniej byłoby weselej 🙂

Wspominałem o stacjach radiowych we Włoszech. Tam normalne usłyszeć jest np.

2 lata temu zagrał ten kawałek kolega na jednej z Warszawskich imprez w Hocki Klocki. Od razu słychać (pisałem wcześniej o tym) że to włoski “angielski” i fajne nawiązanie do włoskiej sceny Italo. W drodze do domu pomyślałem sobie, że mam sporo takich płyt i w zasadzie to mógłbym nagrać set. Ba, nawet miałem te same single – co jest jakby potwierdzeniem że ewolucja muzyki przekłada się na te same inspiracje i klubowe parkiety w różnych częściach kraju czy świata. Dwa tygodnie później stanąłem przy deckach i powstała kolejna edycja setu z serii NuDiscoFunkyShit. 

https://www.mixcloud.com/FrankeeFrankosski/frankee-aka-frankosski-italoelectroconnectionnudiscoshit/

Przy okazji włoskiej muzyki nie chciałbym żebyście kojarzyli ją tylko z ITALO. Włosi są odpowiedzialni za wielkie cegły, podwaliny pod acid jazz, nu jazz itp. – ale o tym będzie inny artykuł. Niedawno sceną wstrząsnęła muzyka nazywana “śródziemnomorską” zobaczcie na nu genua!!!!!!!

 

utwory zaśpiewane w różnych językach… a jak to w klubie brzmi!

 

I koniecznie kilka razy solówkę basową z 7:30!

Do następnego przeczytania i posłuchania!

Facebook
Twitter
LinkedIn
X
Threads