ORGANIC HOUSE – Ograniczny czyli zjadliwy.
Ten specyficzny rodzaj house zyskał popularność stosunkowo niedawno. Ale skąd się wziął? Mnie zawsze wydawało się, że był naturalną ewolucją “balearic house”. Ale czy tak jest na pewno? Oba style muzyczne są oparte na podobnych ideach – oferują słuchaczom przestrzeń do relaksu, czerpią inspirację z natury i starają się zbudować unikalny, „płynący” klimat. Mimo tych podobieństw istnieją jednak kluczowe różnice, które sprawiają, że *organic house* wyróżnia się jako samodzielny gatunek.
Może najpierw o podobieństwach. Balearic house, który zyskał popularność na Ibizie w latach 80. i 90., miał na celu uchwycenie specyficznego, beztroskiego, letniego klimatu wysp Balearów. Charakteryzował się umiarkowanym tempem, melodyjnymi, łagodnymi brzmieniami i czerpaniem inspiracji z różnych gatunków muzycznych, od popu i funku, po reggae i soul. W balearic house’ie nacisk kładziono na przyjemność, spokój i lekkość – wartości, które również są fundamentem *organic house*. Nie bez znaczenia jest też nawiązanie do natury, współgranie z atmosferą słonecznych i plenerowych wydarzeń. Oba style przełamują klasyczne, klubowe schematy, stawiając na miękkie brzmienia, subtelne rytmy i atmosferyczne melodie.
Jakie są kluczowe różnice?
Choć oba gatunki mają podobne korzenie, “organic house” różni się od “balearic house” bardziej uduchowionym, etnicznym charakterem i specyficznymi elementami produkcyjnymi. W organic house duży nacisk kładziony jest na “żywe instrumenty”, takie jak djembe, sitar, flety, oraz na naturalne dźwięki – np. śpiew ptaków, szum lasu czy odgłosy wiatru. Elementy te nadają muzyce organic house głębi i egzotycznego charakteru, co odróżnia go od bardziej minimalistycznego “balearic house”.Dodatkowo organic house jest też bardziej związany z kulturą “wellness” i ruchem “slow living”, a nie tylko z relaksem na plaży. Podczas gdy *balearic house* wywodzi się głównie z europejskiej kultury klubowej, organic house czerpie inspiracje z różnych zakątków świata, od muzyki Bliskiego Wschodu po afrykańskie i latynoamerykańskie brzmienia. Wprowadza również elementy medytacyjne i ambientowe, tworząc głębszy, bardziej introspektywny klimat niż typowy balearic.
Jakie są podobieństwa?
Oba gatunki sięgają początków muzyki elektronicznej. W latach 90. XX wieku, gdy muzyka house zdobywała popularność w klubach całego świata, zaczęto eksperymentować z wprowadzaniem bardziej ambientowych, instrumentalnych brzmień. Wcześniejsze formy house’u były zazwyczaj mocno syntetyczne, zdominowane przez agresywne linie basowe i potem charakterystyczne dla muzyki elektronicznej sample. Także pojawienie się *organic house* jest wynikiem potrzeby słuchaczy którzy szukają odskoczni od zgiełku miejskiego życia i cyfrowego świata. złagodzenia tych brzmień i wzbogacenia ich o elementy muzyki etnicznej czy wokale, tradycyjne instrumenty folkowe, dźwięki przyrody. Dzięki temu muzyka zyskała organiczny w sensie żywy groove a przez zastąpienie typowych “clapów” w rytmie stukaniem “żywych” instrumentów przypomina powrót do korzeni. Zanim zaczęła być znana szerszemu gronu odbiorców, mogli ją usłyszeć tylko ludzie bawiący się na Ibizie, lub w klubach gdzie podczas setów o poranku energia tłumu spada, i naturalnym jest to, żeby DJ zagrał coś bardziej subtelnego, wyciszającego.
Mam wrażenie że taką muzykę mamy w genech od początku. Zawsze miałem podobne zdanie do muzyki tribal house, która jednak była dość ograniczona bo bardziej stawiała na rytm niż przestrzeń. A organic robi to i to. To jest jeden z tych gatunków, które potrafią zatrzeć granicę między muzyką taneczną a nie taneczną, między tym, co cyfrowe, a co naturalne. Dzięki temu pomagają stworzyć hipnotyzującą, miejscami nawet medytacyjną atmosferę.
Popularność można mierzyć ofertami w internecie na bazy sampli. Od jakiegoś czasu obserwuję wysyp podmiotów które na grzbiecie popularności tego czy tamtego rodzaju muzyki próbują zarobić. Nic w tym złego. Jak ktoś szuka czy potrzebuje takich sampli?
W organic house odnajdujemy inspiracje muzyką afrykańską, indyjską, bliskowschodnią czy latynoamerykańską. Często wykorzystywane są tu tradycyjne instrumenty, takie jak sitar, djembe, bongosy czy marakasy. Te połączenia nadają muzyce wyjątkowy, globalny charakter, który przenosi słuchacza w różne zakątki świata. Ważnym elementem są także dźwięki przyrody – od szumu wiatru, przez śpiew ptaków, po odgłosy fal. Wizualizujecie sobie to wszystko? Ja prawie zawsze. Wyobrażam sobie jak by to wyglądało na żywo. Pamiętam jak najpierw usłyszałem afrobeat pierwszy raz a dopiero potem zobaczyłem jak wygląda zespół grający ta muzykę na żywo. Tak samo było z Jazzem. “Zobaczenie” muzyki robi różnicę. I w tym przypadku jest podobnie. Jego facet, który gra na gitarze i śpiewa. Może na fali popularności różnych efektownie wyglądających festiwali natknęliście się już na niego? – pochodzi z Berlina – Monolink. Tworzy muzykę, która jest jednocześnie melancholijna i pełna energii. Idealnie wpisuje się w “nowy typ” festiwali których kolejne edycje obserwujemy od kilku lat.
tutaj studyjny wyczyn
Innym cenionym artystą jest Acid Pauli, który w swoich setach nie tylko łączy elektronikę z dźwiękami natury, ale również wykorzystuje nietypowe efekty dźwiękowe, takie jak kroki w lesie. Dlaczego o nim wspominam? Facem ma miliony wyświetleń – mainstream klubowych relacji, prawda – ale zwróćcie uwagę jak gra sety. Potrafi nieraz zwolnić “do zera”, konkretnie złamać set. I to jest też typowe dla organic house. Sklepy sprzedające pliki mp3 czy w innej formie tą muzykę szufladkują jako organic / downtempo. I właśnie coś w tym jest. Faktycznie rozstrzał jeśli chodzi o prędkość jest od 80 nawet do 140 BPM.
Pisząc ten rozdział książki próbowałem utożsamić historię powstania tego rodzaju muzyki z jakimś konkretnym producentem czy DJ-em. Jak myślicie “french house – od razu Daft Punk czy Bob Sinclair czy DJ Falcon, jak myślicie Jackin – ja np. widzę od razu DJ SNEAK’a. A w przypadku “organic”? Na myśl w pierwszej kolejności przychodzi mi LEE BURRIDGE. Brytyjczyk rocznik 1968 ( w tym miesiącu 56 lat) pochodzący z małej miejscowości Eype w hrabstwie Dorset (piękne nadmorskie klify). Zaczynał grając małe imprezy w barze którego właścicielem byli jego rodzice. Potem jeździł grając wesela i stypy. Musiał tak robić bo granie w kurortach było sezonowe. Pierwszą poważną rezydenturę otrzymał w znanym wtedy klubie The Palace w Somerset. Tam też grupa klubowiczów pochodzących z Londynu wprowadziła go w nowy świat ACID HOUSE. Jak sam wspomina – wtedy nauczył się miksować muzykę. Kariera nabrała tempa bo przez jednego z gości, właściciela klubu z Hong Kongu (wtedy brytyjska kolonia) został namówiony na przeprowadzkę. I tak w wieku 22 lat (znów należy pozdrowić posła Gadzinowskiego) przeprowadził się za granicę gdzie grał 6 lat. Muzycznie grał hity, ale undergroundowe brzmienia też grywał, głównie pod koniec swoich imprez gdzie na parkiet dołączyli pracownicy innych sąsiednich barów i klubów = ci bardziej wymagający. Lee nie był jedynym DJem z UK grającym w Hong Kongu. To był raczej trend. W UK robiło się ciasno. A w Hong Kongu rosła nowa scena undergroundowego house. Przybywali promotorzy. Lee w pewnym momencie rezydował w dwóch klubach na raz (Joe Banana’s i Neptun) co ugruntowało jego pozycję jako doświadczonego Dja i spowodowało że dostawał kolejne zaproszenia. Wraz z przyjaciółmi podróżował często do Hat Rin w Tajlandii, gdzie też znacząco przyczynił się do rozwoju sceny klubowej. Jego występy pomogły rozwinąć i już wtedy kultowe imprezy “FULL MOON PARTY” z kręgów bębniarskich wokół ognisk. I to jest historia! Imprezy stały się tak modne (jak 20 lat temu IBIZA czy teraz Bali)
apropo Bali 🙂
że przyjeżdżali inni Dj-e np. Backyard Dave, Sasha czy Craig Richards – z którymi założył Tyrant Soundsystem i miksował albumy dla takich wytwórni jak Balance, Fabric, Global Underground i Hooj Coons (skąd go poznałem – śmieszki zawsze były z nazwy wytwórni a tam taki producent..).
W 2011 roku LEE BURRIDGE założył wytwórnię ALL DAY I DREAM, która szybko zyskała międzynarodową popularność. Z producentem i wytwórnią związani byli np. Matthew Dekay, Tim Green, Double Touch, Lost Desert i Sebastian Leger. Wytwórnia płytowa była również gospodarzem wydarzeń, które odbyły się w takich miejscach jak Dubaj, Warung Beach Club, Turcja, Grecja, Los Angeles.
Od kilku lat Burridge jest filarem imprezy Burning Man
Niby określana jako “wellness, eco, seksy, zdrowa, uduchowiona impreza”… Widzicie ten dym, kurz i wszechobecny piach? No nie wiem. Może słyszeliście – była też edycja “błotna” bo nikt na pustyni nie spodziewał się deszczu 🙂
a jak coś chcecie w “bardziej europejskich sceneriach” to ten:
Co więcej? Fani tych brzmień na pewno każą mi wymienić ANJUNADEEP. Choć wytwórnia działa dużo szerzej. Zawsze kojarzyła mi się z “ej oni to potrafią robić kasę na muzyce”. Ale nie dziwne jeśli została stworzona przez Tony’ego McGuinnessa, Paavo Siljamäkiego i Jono Granta (znanych również jako Above & Beyond).
Jak tylko troszkę rozejrzyjcie się po internecie na pewno natkniecie się również na SABO i jego wytwórnię SOL SELECTAS
Wytwórni które urosły aż tak bardzo, że “produkują” już swoje festiwale jest więcej – np. taki Hoelnderski – The Gardens of Babylon. Zaczynali jako kolektyw Djski, potem wytwórnia. Dziś organizują imprezy i festiwale na całym świecie.
Jak widzicie trochę tego jest. Mam wrażenie że jeszcze połowy nie opisałem. No to chociaż wspomnę o Crosstown Rebels założoną przez Damiana Lazarusa.
Na sam koniec podam Wam jeszcze coś swojego.
Większość z wyżej wymienionych- zrzeszonych wokół swoich wytwórni, z racji że to BIZNES, na tych imprezach promuje innych wykonawców tychże wytwórni. Mają oni swoje maniery. Wypluwają setki podobnych do siebie utworów. Łatwo można stworzyć coś monotonnego. I te sety często takie są. (wyżej starałem wybrać i zaproponować jednak te bardziej zróżnicowane).
Ja do organic house podchodzę w eklektyczny sposób jak prawie do każdego house. Staram się budować napięcie, rozwijać set niczym historię. Różne style łączę podobnymi tonacjami. Także w secie usłyszycie klasyczny organic, progressive, deep ale i też tribal i tech house. Wykonawcy światowi – Miami, Berlin, Monachium, Londyn, Hiszpania, Szwajcaria a nawet Ukraina. Pojawią się wokale czy inne melorecytacje.
Takie połączenie powoduje że nie męczące sety można grać dość długo 🙂 Zawsze tak uważałem – stąd te moje sety są nie krótkie 🙂 Czasem jak włączę nagrywanie potrafię się zatracić w czasie i przestrzeni. Przytomnieje dopiero jak włączam stop.
Pełna tracklista w opisie